20/07/2009

Poławiacze muzycznych duchów




[PL]

Ostatnie kilka lat to prawdziwy przewrót w odgrzebywaniu zapomnianych brzmień z całego świata, głównie z Afryki i Ameryki Łacińskiej, który rozpoczęli wiecznie głodni nowości, brytyjscy didżeje klubowi. Wyczuwając zmęczenie sceny monotonnością wtórnych, elektronicznych produkcji, wielu z nich zaczęło poszukiwać czegoś świeżego, wciąż nie wyeksploatowanego przez przemysł muzyczny. W efekcie, dalekie podróże pozwoliły na przywrócenia światu wielu zapomnianych pereł, które znalazły swoje miejsce na znakomitych kompilacjach.


Po nitce do kłębka


Russ Dewbury to jeden z najbardziej interesujących didżejów, stojących za odrodzeniem potężnych i dynamicznych brzmień Afryki Zachodniej. Zamieszkały w Brighton, ze swoimi jazzdance'owymi i acid jazzowymi setami startował około 1986 roku, gdy wszędzie wokół eksplodował rave i acid house, zmiatający ze sceny imprezy rare groove, na których grano funkowe numery z lat '70. W swoim towarzystwie Russ miał m.in. Gillesa Petersona (twórcę samego terminu acid jazz) i Baz Fe Jazza, z którym skompilował mało znaną składankę, „Club Class – A New Attitude” (1990). Gdy na początku lat '90, brytyjska scena house stopniowo przeobrażała się z podziemnego zjawiska, w masowy produkt, służący sprzedaży koszulek, kosmetyków i napojów energetyzujących, jego zainteresowania zaczęły dryfować powoli w kierunku dynamicznego afro-funku, afro-rocka i afrobeatu, gatunków właściwie nieznanych szerzej w Europie.

W 1997 umiera na powikłania związane z AIDS jeden z największych wizjonerów muzyki afrykańskiej i jeden z największych geniuszy muzycznych XX wieku, Fela Kuti. W tym samym roku powstaje w hołdzie dla jego twórczości grupa Antibalas Afrobeat Orchestra w Nowym Jorku, który przechodzi również w tym samym okresie potężny nawrót zainteresowania latynoską muzyką taneczną. W didżejskich setach po dłuższej przerwie ponownie gości Joe Bataan ze swoją rewolucyjną salsą, Eddie Palmieri ze swoim latynoskim jazzem czy mistrz mambo, Tito Puente – jeden z najbardziej rozchwytywanych dzisiaj artystów na 7'' singlach.

Niedługo później brytyjska wytwórnia Harmless, sublabel Demon Music, wypuszcza pierwszą afrykańską kompilację, stworzoną przez Russa Dewbury'ego. Jest nią „Africafunk: The Original Sound Of 1970s Funky Africa” (1998). Wśród wielu kawałków zostają na niej wydane: pełny furii „Expensive Shit” Feli Kutiego, opętańczy „African Battle” Manu Dibango oraz absolutny taneczny killer, „Ajo”, autorstwa Peter Kinga. W ten sposób do grona maniaków muzycznych dociera wiadomość o ponownym odkryciu jednego z najbardziej niszowych rozdziałów muzyki XX wieku.

Jak mówi nam Matt, jeden ze znanych w Londynie didżejów funkowych: - Otworzyło to zupełnie nowy rozdział w grzebaniu w winylach. Okazało się, że dynamiczne, oparte na plemiennych rytmach utwory, biją na głowę większość ze współczesnych, klubowych produkcji. Oczywiście natychmiast zaczęło się remiksowanie i poszukiwanie kolejnych skarbów.



Stumilowy krok


W 2002 zostaje zawiązany w Brighton label Soundway, który startuje z kopniaka wraz z wydaniem swojej pierwszej, znakomitej kompilacji, „Ghana Soundz” (2002). Kompilacja ta zostaje wytłoczona zarowno na CD, jak też na dwóch tłustych winylach. Wśród wielu bezcennych kawałków możemy na niej znaleźć m.in. „Mother Africa” legendarnego zespołu Marijata czy gorący węgielek, „Heaven”, pozostawiony w spadku potomności przez jednego z najwybitniejszych muzyków z Ghany, Ebo Taylora, który przez długi czas przebywał także w Londynie. Na płycie, korzenny afrobeat (często nie znający nawet współczesnej perkusji, a oparty wyłącznie na plemiennych bębnach), przeplata się z rozbujanym afro-funkiem, by sięgać także do highlife i afro fusion. Dźwięki z „Ghana Soundz” są tak rozbuchane, że nie dają spać wielu didżejom, powstają więc w następnych latach, jak grzyby po deszczu kolejne kompilacje.

Jak mówi ojciec wytwórni Soundway, Miles Cleret, DJ i muzyczny poszukiwacz, który spędził w Ghanie dwa lata tylko po to, żeby odnaleźć to co najcenniejsze w dziedzictwie tego kraju. - Najgorszy był fakt, że większość płyt, które udało mi się znaleźć, była kompletnie dorżnięta. Nie jest to jednak dziwne, jeśli wziąć pod uwagę kilka faktów. Po pierwsze, mieszkańcy Ghany mają wielki apetyt na muzykę i puszczają ją cały czas przy każdej okazji. Po drugie, w Afryce jest niewyobrażalnie gorąco, jest dużo pyłu i wilgoci, więc winyl niszczeje. Po trzecie, nie ma tam uczucia nostalgii za przeszłością, więc ludzie po prostu pozbywają się swoich winyli. Ciężkie zadanie, całkowicie się jednak opłaciło.

Niedługo później Soundway nadchodzi z drugą częścią kompilacji muzyki z Ghany, następnie składanką „Afro Baby” z muzyką nigeryjską, by w końcu dokonać skoku w drugą część świata i wydać znakomitą kompilację, „Panama! Latin, Calypso and Funk on the Isthmus 1965-75” (2006), która została stworzona przez Milesa Clereta bardzo podobną metodą co jego pierwsze dzieło. Na płycie można usłyszeć, jak latynoamerykańskie wpływy krzyżują się w Panamie z historią muzyczną Karaibów. Pierwsze skrzypce wygrywa tu calypso oraz latynoskie kawałki, zdominowane przez metaliczne brzmienie... krowiego dzwonka, który na Panamie był przez długi czas ważniejszy niż sekcja dęta.



Pod koniec stycznia 2008 Soundway rzuca na rynek kolejną, doskonałą kompilację w dwóch częściach, „Nigeria Special: Modern Highlife Afro-Sounds & Nigerian Blues 1970-76”, tropiąca bardziej tradycyjne oblicze muzyki nigeryjskiej, dzięki którym poznajemy bohaterów klubowych koncertów z Lagos, na które uczęszczała sama elita. Tymczasem w ślady Milesa Clereta i innych idą już kolejni, w tym założyciel niemieckiego labela, Analog Africa – Samy Ben Redjeb, który przegrzebując zaplecza starych sklepów muzycznych w Beninie trafia na prawdziwy skarb. Jest nim Orchestre Poly-Rythmo de Cotonou, perła Afryki Zachodniej zagrzebana pod grubą warstwą mułu.

Selekcja singli 7'' i taśm matek skutkuje w postaci trzech, jak do tej pory, kompilacji... o nich oraz o innych wielkich płytach z Czarnego Lądu, przeczytać będziecie mogli oczywiście na moim blogu już wkrótce. Stay tuned!

[Wiecej takze w Magazynie Magivanga]

No comments:

Post a Comment